Flash Logo.

Contact Us

Norma Delaney
E. Garret Annofsky

675 Witter Gulch
Evergreen, CO 80439 USA

303.679.8878
303.679.8848 fax

norma@newbreath.net

egarret@newbreath.net


Historia Marii Magdaleny

To będzie historia w stylu "dawno, dawno temu"... w odległej krainie. Tak dawno temu, że wielu z was nazwałoby to "czasy starożytne."

W tym momencie weźcie razem ze mną oddech, osiądźcie głęboko w sobie i poczujcie się wygodnie. To jest historia, którą moje serce bardzo chce się dzisiaj z wami podzielić.

Wiem, że Tobiasz opowiedział już tę historię o Marii Magdalenie w stylu "dawno dawno temu", ale moja jest inną historią. Moja historia ma źródło w moim wewnętrznym rdzeniu, skąd moja dusza kocha i wybiera się dzielić.

Była sobie mała dziewczynka imieniem Maria, urodziła się w mieście Magdala, w państwie zwanym Izrael. Jej ojciec był właścicielem rybackiej floty na morzu Galilejskim. W tamtych czasach Galilea prawie ze wszystkich stron otoczona przez morską wodę. W tych otaczających ją świeżych wodach żyły i nadal żyją, bardzo małe ryby, które są bardzo delikatne, są też uważane za niesamowity rarytas. Ryby te były bardzo cenione i poszukiwane.

Rzymianie zarządzali tą okolicą, byli bogaci i skorzy do zapłaty za te przysmaki. Ojciec Marii miał z tego spory zysk dla swojej rodziny. Żyło im się przez to wygodnie. Maria nie musiała pracować i uczono ją czytania i pisania, co w tamtych czasach było niespotykane. Wiedli bardzo wygodne życie.

Z upływem czasu, nastał czas zapłaty standardowego podatku dotyczącego wszystkich Żydów. Rodzina Marii była oddaną i praktykującą w swojej wierze żydowską rodziną. Tak więc nastał czas, by udać się do Jeruzalem, aby spełnić kilka religijnych obowiązków i by zapłacić ten podatek. Cała rodzina musiała się tam udać, aby urzędnicy mogli określić rzeczywistą wielkość podatku do spłaty.

Przez to że byli raczej majętną rodziną, nie mieli ochoty wyruszać bez kucharzy, opiekunek do dzieci i tak dalej, a ich jedynym zmartwieniem było zachowanie wygody. Cała karawana zawierała wiele namiotów i zwierząt. Przygotowanie do podróży do Jeruzalem dało im wiele radości. Magdala była bardzo oddalona od Jeruzalem. W tamtych czasach, to była wielka wyprawa.

Maria była podekscytowana wizytą w Jeruzalem. W trakcie podróży rozkładano kempingi, składające się z ich własnych, wygodnych jak na ich czasy namiotów. Wielu mogłoby to uznać za luksusowe biwakowanie.

W trakcie powrotnej drogi do domu z Jeruzalem, śpiwór Marii kładziono na ziemi i tak praktykowano każdej nocy. Kiedy tak leżała, zauważyła, że jest niewygodne wzniesienie pod jej kocem i rzeczami. Pomyślała: "To musi być kamień, powinnam się przesunąć, aby go znaleźć." Jednak ku jej zaskoczeniu, kiedy kopała tak w ziemi, wyłoniło się mała figurka, figurka damy, najpiękniejszej damy jakąkolwiek widziała. Jej serce zaśpiewało z radości. "Cóż to za wspaniała figurka!"

Jeżeli znacie żydowską tradycję, nie chcielibyście być w posiadaniu takiej figurki, są one uważane za dzieło diabła. Statuami zajmowali się Rzymianie. Chodziło o fałszywych bogów, idoli, tego rodzaju sprawy. To było zakazane. Ale Maria patrząc na twarz tej pięknej figurki była nią oczarowana. "Jaka piękność!" Wiedziała, że to musiała być jedna z rzymskich bogiń, jednak dla niej była taka piękna.

Zdecydowała zachować ją przez noc, sypiać z nią i mówić do niej, podzielić się z nią historiami, wszystkimi rzeczami, jakie wybujała wyobraźnia małej dziewczynki jej podsunie. "Jak fajnie mieć tego nowego przyjaciela. Oddam ją jutro mojemu ojcu bo wiem, że to jest wbrew naukom." pomyślała.

Jednak problem był w tym, że jej serce wciąż śpiewało, śpiewało w obecności tej figurki nawet kiedy jej głowa mówiła: "Znam przecież zasady." Czasami mała dziewczynka kieruje się śpiewem swojego serca bardziej, niż zasadami.

Tak więc dzień po dniu ukrywała ją w swoich rzeczach przed opiekunami i jej służącą, by nie mogli jej znaleźć. Jeśli ktokolwiek by ją znaleźli, wiedziała, że oddaliby ją jej ojcu, który z pewnością ją by zniszczył. Nie mogła do tego dopuścić.

Wkrótce odkryła, że mówi do swojej przyjaciółki, swojej nowej przyjaciółki, przez cały czas. Jaka to jest zabawa! Mówić do swojej przyjaciółki, specjalnej przyjaciółki, z którą można rozmawiać o każdym sekrecie, rzeczy o której nikt nie chciałby uważnie słuchać. W końcu doszła do wniosku, że przyjaciółka na to co ona mówi odpowiada. Jak niesamowicie! Słyszy jej głos. Jej przyjaciółka przemawia do niej, a ona przemawia do przyjaciółki. Jak wspaniale! Życie stało się naprawdę dobre.

Z czasem jej rodzina zaczynała zauważać to, że Maria mówiła do siebie prawie przez cały czas. Ojciec był bardzo zaniepokojony. "To nie może wyjść poza wioskę. Nie może się roznieść, że Maria mówi do siebie albo słyszy głosy. Nie znajdziemy jej męża, jeżeli wszyscy będą o tym wiedzieć."

Tak więc zabrali ją do odległego miasta, do Rabina o którym słyszeli, że wypędza demony. "Skoro ona słyszy głosy więc musi być opętana. Musi być wyleczona. Cokolwiek musisz zrobić, zrób to," płakał ojciec. Tak więc Rabin wykonał swój rytuał i odesłał ją do domu. Lecz zauważcie że, Maria nadal mówiła i słyszała głosy.

Ojciec podjął decyzję: "Lepiej zróbmy coś szybko zanim wieść o tym się rozniesie, więc zróbmy tak, rozniosę teraz wieść. Znajdziemy szybko jej męża. Jest trochę za młoda, ale nic nie szkodzi. Jest wystarczająco dojrzała. Mogę dać duży posag. Mogę jej znaleźć dobrego męża. Dzięki łodziom rybackim mam to całe bogactwo. Wprowadzę go do rybnego biznesu. Będzie to dobra zachęta."

Nie mieli żadnych problemów ze znalezieniem kogoś, kto poślubił biedną Marię. Szczęśliwie, dnia pierwszego, odpowiedni pretendent wystąpił do przodu. Chłopak nie zorientował się na początku, że mówiła do siebie i słyszała głosy. Ku przerażeniu rodziny, w końcu wyszło to na jaw.

Maria urodziła dziecko, małą dziewczynkę, małą dziewczynkę którą uwielbiała. Kochała swoją córkę, w nowy sposób kochania na który sobie pozwoliła i odkryła ją poprzez miłość do swojej figurki o wyglądzie damy. Głosy i rozmowy stały się bardziej wyraziste. Nawet mieszkańcy wioski byli świadomi zachowania Marii. "Biedna Maria," ciągle mówili między sobą.

Dwaj bracia Marii naprawdę ją kochali i wiedzieli, że jest ona bardzo, bardzo życzliwą, delikatną i kochającą siostrą. W tym czasie, słyszeli o mężczyźnie podróżującym przez te tereny. Był znany z tego, że miał umiejętność leczenia ludzi. Na imię miał Jan Chrzciciel. Jan przeważnie przebywał przy rzece albo strumieniu przemawiając: "Będę was chrzcić i zmywać wasze grzechy." "Kto wie co to znaczy, ale być może Jan pozbędzie się wielu jej grzechów, które powstały przez głosy. Zaprowadźmy Marię by zobaczyła się z Janem Chrzcicielem, zostawmy jej dziecko w domu wraz z jej mężem i ojcem." Jak już wiecie, oni wszyscy razem mieszkali w tym samym kompleksie mieszkalnym, taki był wtedy zwyczaj. Maria z chęcią wybrała się razem z jej braćmi by zostać wreszcie uzdrowioną.

Kiedy tam dotarli, ku ich zdumieniu zobaczyli przed sobą, jak okiem sięgnąć tysiące ludzi. Nie spodziewali się tego. Myśleli, że pójdą, zobaczą się z Rabim i szybko wrócą. Niestety tak się nie stało.

Tak więc rozbili obóz i czekali na swoją kolej. Podczas czekania w kolejce nadeszła inna grupa. W miarę oczekiwania tej grupy, Rabin z tej grupy wygłaszał nauki. A Maria słysząc jego głos wiedziała, że musi się do niego przybliżyć i posłuchać bardziej uważnie. Jego nauki były fascynujące, tak jak i dźwięk jego głosu, dźwięk w jego głosie wzywał ją wprost z głębin jej rdzenia. Jego imię było Jeszua. Przyszedł on również do Jana, by być ochrzczonym.

Każdy z nich miał swój chrzest w odpowiednim czasie. Ale Jeszua nieprzerwanie mówił i nauczał o wielu rzeczach, przy których serce Marii śpiewało. On wiedział, że głosy które ona słyszała nie są złe, nie były one oznaką opętania przez diabła ale były rzeczywiście prawdziwym cudem jaki on musiał również słyszeć w sobie.

W tamtym momencie najważniejszą rzeczą dla Jeszua było to by opuścić to miejsce i wyruszyć w swoją drogę. Rzekł on wtedy: "Pewnego dnia, będę w podróży i ponownie będę przechodzić przez te tereny. Kiedy przybędę po raz drugi, będziesz wiedziała czy wybierzesz to by iść za mną."

Maria wraz ze swoimi braćmi wróciła do domu ale wciąż nie mogła przestać myśleć o młodym Rabim i o jego naukach. Jej dusza została dotknięta, ponieważ jego słowa były słowami, które słyszała ze swoich głębin.

Wkrótce, z czasem, tak jak mówił ponownie przechodził przez te tereny. Przyszedł do miasta Magdala gdzie ona żyła, oświadczając: "Jestem tutaj, nadszedł czas."

Powiedziała o tym ojcu, powiedziała swojemu mężowi, powiedziała swojej rodzinie: "Muszę teraz iść z Jeszuą. Muszę uczyć się z nim. On naucza takich niesamowitych rzeczy, muszę iść." Mimo wielkiego szoku ze strony rodziny, odeszła z nim.

Wezwał on swoich wszystkich apostołów do siebie i podróżowali z miasta do miasta. Maria od teraz podróżowała razem z nimi, słuchała, uczyła się. Ale przez cały czas, on wypowiadał słowa do apostołów a jednocześnie Maria słyszała zawsze coś poza jego słowami. Słyszała to, co mówiło jego serce, to o czym śpiewał jego duch. I stało się tak, że kiedy zaczynały się słowa, słowa serca kończyły wypowiedź, niezmiennie w tym samym rytmie. Maria zwykle wtedy śpiewała wewnątrz z rozkoszy ... tak, tak.

Kiedy nadszedł czas, Jeszua powiedział: "Ta część naszej pracy jest już zakończona. Chcę byście wrócili do domów i pożegnali się ze swoimi rodzinami. Jeżeli wybierzecie by iść ze mną w dalszą drogę, musicie pożegnać się teraz ze swoimi rodzinami. Gdyż zamierzamy udać się do Jeruzalem, by kontynuować kolejną cześć pracy."

Maria wróciła do domu by zobaczyć się z córką, by zobaczyć ze swoją rodziną, by powiedzieć im o tych niesamowitych naukach, by podzielić się z nimi zachwytem gdyż tysiące ludzi przychodziło na nauki. Cóż to za dar, by być częścią tego wszystkiego. Ku jej zaskoczeniu, ku jej zszokowaniu, ku jej przerażeniu, kiedy wróciła do domu, drzwi były zabarykadowane. Wszystkie drzwi były zamknięte. Bezustannie ich nawoływała: "To Ja! To ja, Maria, wasza córka, wasza żona, wasza matka! Jestem w domu, wpuśćcie mnie."

W końcu jeden ze służących wyszedł. "Twój ojciec mówi, że musisz odejść. Nigdy nie wracaj. Nigdy już nie zobaczysz swojego dziecka. Dla mądrości żydowskiej, jest wiadome, że kobieta podróżująca z mężczyzną, który nie jest jej mężem, jest ona w rzeczywistości dziwką. Będziesz od dzisiaj do końca życia uważana za dziwkę. Nigdy już nie zobaczysz swego dziecka."

Zajęło Marii trochę czasu, by w to uwierzyć "To oświadczenie nie jest prawdziwe, nie może być prawdą. Mój ojciec mnie kocha. Jego serce byłoby delikatne wobec mnie, wiem to na pewno." Bez końca to sobie powtarzała. Dzień po dniu nie chciała dać za wygraną i odpuścić. Jednak nikt nie otworzył jej drzwi.

W końcu w wielkiej rozpaczy odeszła i wróciła, by znaleźć Jeszuę i apostołów. To był czas by odbyć z nimi podróż do Jeruzalem, by jak Jeszua zapowiedział, dokończyć swoją pracę. Powiedziała mu o swoim żalu z powodu tego, że nie mogła zobaczyć swojego dziecka. Powiedziała mu w bólu, o słowach jej ojca.

Wejrzał w jej serce i w duszę, i był świadomy tego, że jest tam dar, który wnosi do jego nauk, jego pracy, do jego nauczania, czystość pasji jej miłości, oraz ceny jaką musiała zapłacić za to, że podążyła za nim. Wezbrało w nim przez to współczucie do niej, oraz do innych którzy chcą podążać za jego naukami, tak ogromne uczucie jak nigdy wcześniej. Były to narodziny współczucia, które służyło mu do końca jego czasu. Tak więc kontynuował swoje nauczanie, podróż i historia toczyła się dalej. Ruszyli razem do Jeruzalem i wypełnili sprawy o których wcześniej mówił, że się wydarzą. Maria zawsze wiedziała o tej pełni nauk płynących z jego serca. Apostołowie słyszeli słowa; ona odbierała pełne nauczanie.

Kiedy nadszedł czas zakończenia, zrealizowania nauk, powiedział do Marii: "Jesteś jedyną, którą wezwę kiedy moje miejsce śmierci się dokona, wezwę cię, byś do mnie przyszła, byś była tą, która zapowie mój powrót."

I tak pewnego dnia, nieoczekiwanie, usłyszała jego głos mówiący: "Mario, teraz jest ten czas. Przyjdź, przyjdź Mario." Maria biegnąc ominęła straże, do miejsca w którym było złożone jego ciało i tak jak mówi opowieść, jego tam nie było. Wkrótce zauważyła jego obecność: "On jest tutaj. On tu jest. Widzę go. Czuję go. On tu jest."

I tak, jak obiecała zrobić, pobiegła wezwać pozostałych. "Chodźcie, spójrzcie, on tu jest, on tu jest, tak naprawdę nie odszedł. On chce z wami rozmawiać, chodźcie." Apostołowie nie zobaczyli go od razu, ale miłość i radość, którą Maria się z nimi dzieliła, pozwoliła im by być świadomym."Tak, tak, on przyszedł by ukończyć pozostałą część swoich nauk."

Długo po tym jak on odszedł, Maria próbowała wyjaśnić apostołom nauki, tam gdzie oni myśleli, że wszystko zrozumieli, ale tak naprawdę nie rozumieli. Ich zazdrość była tak duża, jak wtedy gdy żył jeszcze Jeszua, dla nich było jasne, że Jeszua miał ulubieńców i przez to powiedział tylko Marii to, czego im nie powiedział. To wzbudziło w nich wielką zazdrość. Pamiętajcie, ludzie wiedzą jak odgrywać wiele strasznych rzeczy, nawet zwolennicy Jeszuy znali grę o nazwie zazdrość.

Tak więc w momencie, w którym było bardzo oczekiwane i bardzo ważne by Maria wykonywała pozostałą część instrukcji. Obiecała ona że zabierze matkę Jeszuy z Jeruzalem. Gdyż Maryja matka Jeshuy miała być ścigana przez władze, poszukiwania tak jak jego apostołowie, by być zabitą. Wszyscy oni byli zagrożeniem dla przywódców Starego Nauczania.

Więc wujek Jeszuy, Jan z Armathei, który był bardzo bogaty, wziął Marię Magdalenę i Maryję matkę do Anglii. Byli tam właścicielami ziem i przez to mogli zbudować nowy dom i nowe życie. Mogli zostać i żyć bez zagrożenia ze strony religijnych nauk Izraela.

Z czasem, matka Jeszuy odeszła. Maria Magdalena udała się do południowej Francji i przeżyła tam resztę swoich dni, kontynuując swoje nauki. Widziała, że jest to ważne, by nauczać w ukryty sposób tylko tych, którzy przybyli by jej słuchać osobiście. Nie szła do grup ludzi, nie wygłaszała nauk. Pracowała jedynie z tymi, którzy mieli pragnienie przyjść i słuchać jej z otwartym sercem. I z czasem także i ona odeszła.

Córka Marii dorosła i była młodą kobietą, przeżywającą swoje życia jako typowa kobieta w żydowskiej tradycji. Lecz przed tym jak jej opiekunka zmarła, przyniosła jej stos listów od jej mamy jakie zebrała i schowała przed jej ojcem, schowała przed jej mężem. Powiedziała jej: "One są od twojej mamy. Twoja mama pisała bardzo regularnie. Nikt nie chciał byś je dostała, ale ja je ocaliłam dla Ciebie."

Kiedy córka czytała te listy pytała siebie: "Kim była moja mama? Dziwną kobietą, która mnie opuściła?" Te listy były wypełnione pełnymi pasji naukami Jeszuy, wszystkiego czego Maria się nauczyła. Wszystkiego czego wciąż się dowiadywała, chciała się tym podzielić ze swoją córką.

Tak więc w miarę jak córka czytała list po liście, wiedziała, że musi udać się do Francji, by odnaleźć Marię. Musiała się z nią spotkać, musiała osobiście ją zobaczyć. Ale to co wzbudziło jej rozpacz, to to kiedy dowiedziała się, że jej matka umarła.

I tak w żywej, kochającej pamięci, jako hołd dla kobiety, która odważyła się podążać za głosem serca, swojej pasji, córka wybudowała posąg, dedykowany posiadaczowi prawdy o Marii Magdalenie.

Maria Magdalena stała się tchnieniem współczucia, który znał słowa zanim je Jeszua wypowiedział.

Dzielę się z wami tą historią, by rzucić inne światło na podróż kobiety, która ciągle przerażała wielu ludzi, ponieważ nie chciała pozostać w standardowej roli, która była określona dla płci żeńskiej, dla kobiety ... i tak ... nawet dzisiaj wzbudza ona w ludziach odwagę, współczucie i miłosny związek z ich własną Duszą.

* * *

Tłumaczenie: Sławomir Łukaszewicz
Korekta: Bożena Ewa Kozłowska